piątek, 14 marca 2014

Dziwny piątek i smutna piosenka o wyjątkowości.

Człowiek, który zakłada bloga powinien mieć stosunkowo dużo do powiedzenia. Prawda? Czy ja mam dużo do powiedzenia? Kiedyś miałam. Fajne to było, nawet bardzo. Czasem się zastanawiam co się stało... Ciężki ten okres ostatnio. Ale pozytywne aspekty życia górą! Nie ma zamartwiania się. Szkoda, że niektórzy sceptycyzm mają we krwi. I kiedy nie można jeść czekolady jak się rozweselić? No cóż, można się spotkać ze znajomymi, posłuchać muzyki, poczytać, obejrzeć jakiś film, ewentualnie coś napisać. Źle jest wtedy, kiedy muzyka, którą puszczasz jest dość "depresyjna". Tak ją ktoś kiedyś przy mnie określił. 


Jakoś tak czuję wdzięczność do Sinead za Nafink Kompers, które jest cudne moim zdaniem. Ale w zasadzie dzięki niej powstało też I Could Have Lied RHCP, a to jest moim zdaniem dużo większe osiągnięcie tej pani. Nieważne, że zraniła Kiediesa... Ważne, że piosenki się zgadzają.
Jej, mam tyle myśli w głowie, które chętnie bym tu sobie ładnie opisała. Ale nie wiem od czego zacząć. W poście prologowym nie powinno się zdradzać zbyt wielu szczegółów...
Brakuje mi trochę inspiracji ostatnio. Ale wróciłam do pisania. I chyba wciąż jestem w tym niezła. Może human to dobre posunięcie. Brakuje mi też starych czasów. Dziwny ten piątek. Nie zamartwiam się, a jestem smutna. Ale ten smutek jest dobry, jest do zniesienia. Wspominanie jest przyjemne. Rozmowy ze znajomymi też. Chociaż się tęskni, nie powiem, że nie. Czasem człowiek potrafi tęsknić za wszystkim, nawet za tym co było złe. Bo to co zastaje w teraźniejszości może być gorsze. Ostatnio ciągle tęsknie...
To chyba będzie moja nowa dewiza. Jak źle by nie było, zawsze może być gorzej, no nie? A jak będzie lepiej to się miło zaskoczę. Nieoczekiwane pozytywne zdarzenia są przecież bardziej pozytywne. 
Chcę już na rower, chcę żeby było cieplej. Jest tak pięknie na dworze, że chcę więcej. Apetyt rośnie w miarę jedzenia jak to mówią. Słońce zdecydowanie pozytywnie na mnie działa. A mimo wszystko piątek był dziwny i melancholijny. Taki paradoks. 

It's been seven hours and fifteen days
Since u took your love away
I go out every night and sleep all day
Since you took your love away...

Podobno zawsze najtrudniej jest zacząć. Ale chyba najtrudniej jest coś zakończyć. Zdecydowanie koniec jest trudniejszy. Początek jest radosny, a wszystko co wesołe przychodzi łatwiej. Zaczęłam melancholijnym postem. Niezbyt fortunnie. No cóż *wzrusza ramionkami*

Być może wiele się zmieniło. Być może ja bardzo się zmieniłam. Ale wciąż uwielbiam dłonie. I chyba tak już zostanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz