sobota, 17 października 2015

Kocham jesień

*cykające świerszcze*
Tak, to doskonale opisuje ostatnie czasy na tej stronie. I nie będę tego w żaden sposób komentować ;)

Ale dziś nastał ten dzień kiedy coś mnie w końcu zainspirowało. Obejrzałam TAG: Kocham jesień i doszłam do wniosku, że fajnie by było stworzyć coś takiego tutaj, nawet dla samej siebie. Pewnie w zimie pojawi się TAG: Kocham zimę itd. Bo prawda jest taka, że każda pora roku ma swoje plusy i minusy. Czyli jak wszystko w życiu </3

Okej, nie przedłużając!

1. Ulubiony produkt do ust?

Hm, to dość zabawne, ale ja przez cały rok maluję usta na dość jesienne kolory. Nie przepadam za rzucającą się w oczy fuksją, mocną czerwienią czy plastikowymi różami. Tak więc od jakiegoś czasu przemiennie na moich ustach goszczą trzy, w porywach cztery szminki. Są to kolejno:

MAC w kolorze Hot Tahiti

 


  Maybelline Color Sensational 540 Hollywood Red (cholernie długa nazwa...)



Rimmel 330 Sloane's Plum

 


Oraz ostatnia, o której na jakiś czas zapomniałam, a jest naprawdę świetna czyli Miss Sporty 174 Seduction. Jej niepodważalnym atutem jest cena!

 

2.Ulubiony lakier do paznokci?

Pierwszy z nich jest moim absolutnym faworytem przez cały rok. Ponownie nie kosztuje zbyt dużo, ma super wygodny pędzelek i naprawdę długo się utrzymuje!
Sensique seria Strong and Trendy Nails w kolorze 144.



Miss Sporty Colour Maxi Brush, 470 (choć nie jestem pewna czy to jest numerek koloru :<)
 


Golden Rose Color Expert, 29
Eveline Color Edition, 94



3. Ulubiony zapach?

Ulubionym zapachem tej jesieni jest Heidi Klum Shine




4. Ulubiona świeczka?

Wszystkie świeczki i woski, jakie posiadam, mają zapach truskawki lub wiśni. Nie wiem czy to jest akurat zapach jesieni, ale to zdecydowanie mój ulubiony zapach wszech czasów. 



5. Ulubiony napój na mieście?

Cokolwiek, byleby było ciepłe :)


6. Ulubiona herbata?

Zwykła, czarna. Albo z cytryną lub sokiem z aronii.


7.Ulubione akcesoria?

No na pewno szalik, czapka i rękawiczki. Ale też krem do rąk i jakaś pomadka ochronna na usta.


8. Ulubiona książka?

Hmm, nie mam takiej, którą czytałabym co jesień. Ale z jesienią kojarzą mi się na pewno "Listy na wyczerpanym papierze" czyli korespondencja Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory. A aktualnie jestem w trakcie czytania "Bikini" Janusza Leona Wiśniewskiego. No i lektur do szkoły ;)



  9. Ulubiony film?

Nie mam ulubionego filmu. Ale film, który uwielbiam oglądać w jesienne wieczory to zdecydowanie Dirty Dancing. 



10. Za co lubisz jesień?
Bo wiecie... Ja to tak paradoksalnie nie przepadam za tą porą roku. Ciężko jest mi się przestawić na zimne, szare i deszczowe dni. Jestem ospała i zmęczona. Ale jest taka jedna historia, która przydarzyła mi się kilka jesieni temu i dzięki której jesień nie jest taka straszna :)
Jesień ma swój klimat. I chyba za ten klimat lubię ją najbardziej :)
A nie! Jeszcze za dynie i krem z dyni! 





Keep calm and love lemurs <3





środa, 8 lipca 2015

8th of July

Dzisiaj, gdy spojrzałam na datę to się przeraziłam. Jak to jest już ósmy lipiec? No jak? Gdzie się podziały jego wcześniejsze dni? W takim tempie te wakacje zaraz miną. Wystraszyłam się, naprawdę, nie na żarty. Stwierdziłam, że trzeba się jeszcze bardziej skupić na odpoczynku i robieniu rzeczy, które sprawiają nam przyjemność. Dlatego od rana nic tylko się relaksuje i jestem z tego dumna :) 
Postanowiłam też w tym tygodniu uporać się z zakupami do szkoły. Najlepiej mieć to szybko z głowy, zamknąć książki w szafce i wyjąć je dopiero drugiego czy tam trzeciego września. W tym roku zastosuję szkolny minimalizm - kupić to, co NAPRAWDĘ jest niezbędne. Dobra, dość tego przykrego tematu.
Może do sedna. Post jest o mojej wakacyjnej, porannej rutynie. Takiej, kiedy siedzę w domu, nic nie robię i mogę się w spokoju "wyszykować'. Nigdy to tak nie wygląda w okresie, kiedy budzik dzwoni o szóstej dwadzieścia, więc tym bardziej doceniam takie dni jak ten. 

Takie piękne niebo mnie dziś przywitało <3

Bo nie ma nic lepszego niż kawa w południe, inspirujące blogi no i oczywiście coś słodkiego ;)
P.S. kubek z Pitagorasem zakupiony, by wspomóc mnie przy przygotowaniach do matury z matmy. Teraz nie wygląda jeszcze tak strasznie ;)

Niezbędne trio. Bardzo fajne kosmetyki. Pianka myjąca twarz, tonik i lekki krem nawilżający, idealny pod makijaż :)
 Polecam, lemur.

 Czym by się tu dziś pomalować? 

Codzienny niezbędnik. Dziś wersja wzbogacona o eyeliner. 
+ tak jest, nie używam podkładu, ani kremu BB. Im mniej - tym lepiej :)

Ale jak to się kończą? :(

Zestaw na dziś. Wciąż nie wiem czy jest ciepło, czy zimno. Wieje, więc rękaw 3/4 i długie spodnie. No i obowiązkowo zegarek od ukochanego. Trafił w dziesiątkę :)

No i ja. Patrzcie jak mi włosy urosły! Jaram się, bo dawno nie zapuściłam ich do takiej długości :D


Post dość krótki, ale wyszło na to, że moja poranna, wakacyjna rutyna trwała prawie pięć godzin! Po co się spieszyć w wakacje? No komu by się chciało? Nikomu :)

Keep calm and love lemurs <3

sobota, 20 czerwca 2015

walk with dog

Nie mam pomysłu na tytuł, więc pewnie będzie kiepski. 
Nie rozumiem tego czerwca. Mogłoby już wyjść to słońce, tym bardziej, że jutro jest ten cały kalendarzowy dzień lata. A jego wciąż nie widać. Mam dość deszczu. I czerwca z deszczowymi dniami. W ogóle mam dość tego roku szkolnego. Dobrze, że został tylko tydzień. W zasadzie już są wakacje. No ale świadectwo i te wszystkie inne "ważne" kwestie. 
Wczoraj zmobilizowałam się (jak to pięknie brzmi :')) i poszłam z moim psem na spacer. I, kurczę, dało mi to tyle energii do życia, że nawet sobie nie wyobrażałam, że to może być takie przyjemne. Znaczy no, musiało minąć kilka ładnych lat zanim mój pieseł nauczył się chodzić na smyczy, ale udało się. I nawet boląca po szczepionce ręka nie sprawiła mi problemów. A bolało strasznie, jakby ktoś świdrował mi rękę od środka. No ale może nie umrę na tężec :>
W każdym razie tak sobie spacerowałam, oddychałam świeżym powietrzem i umykałam przed deszczem. Było tak miło i przyjemnie. Od dawna już nie było tak fajnie, jak wtedy na tym spacerze...

To nie są rewelacyjne zdjęcia. Robione telefonem, przy wiejącym wietrze i psie na smyczy, który jak zobaczy kota wyrwie mi rękę. Serio. Jest źle kiedy Twój pies stanowi prawie 1/2 masy Twojego ciała. 

Saba nie lubi zdjęć. Zawsze jak próbuje uchwycić jej mordkę to odwraca łeb. To jest naprawdę najlepsze zdjęcie psa z całej wycieczki.


Och, och jeszcze tutaj tak pięknie! Uwielbiam patrzeć na chmury <3

Smycz ma jakieś pięć metrów. Cóż za wygoda! Saba w kałuży, czyli pełna radocha. 

Chciałabym żeby już było po wszystkim. Ale trzeba zacisnąć zęby i iść do przodu. I przede wszystkim nie przejmować się ludźmi, którzy Cię nie znają. I nie mają pojęcia, a oceniają, bo tak jest prościej :)

Keep calm and love lemurs

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

nihilistyczny post o braku mocy




Właśnie otworzyłam okienko "nowy post" i już wiem, że popełniłam błąd.
Dlaczego?
Bo dzisiaj jest TEN DZIEŃ kiedy nie pasuje mi absolutnie nic. Na pewno niekiedy bądź często zdarzają Wam się momenty, w których pesymizm zdecydowanie wygrywa. No i ja się właśnie tak teraz czuje. W mojej głowie piętrzy się stos negatywnych przymiotników, które tylko mnie dołują. I może gdybym ruszyła tyłek z kanapy i zrobiła coś produktywnego zamiast siedzenia i gapienia się w ścianę (tak, nawet taki stan zdarza mi się osiągnąć) to może byłabym z siebie i z życia bardziej zadowolona. Póki co mam wrażenie, że się marnuję. A zwłaszcza przepuszczam przez palce czas. Ostatnio nie potrafię zmusić się do niczego konkretnego.
Może powinnam jakoś podsumować to wszystko, by dać w końcu upust moim frustracjom?

1. Nienawidzę szkoły. Serio. Nienawidzę. To jest dla mnie straszna kara. I podejrzewam, że niezależnie czy to było gimnazjum czy jak teraz liceum czy w przyszłości studia mój stosunek będzie taki sam. Nie-na-wi-dzę.
2. Szkoła, a co za tym idzie wczesne wstawanie. I tracenie dziennie dwóch godzin przez to, że mieszkam na zadupiu. A jeśli mowa już o dojazdach - nienawidzę autobusów.
3. Jestem zbyt zmęczona, by zrobić cokolwiek.
4. Dołuje mnie to, że nie mogę po prostu posiedzieć w domu, tylko muszę gdzieś wychodzić.
5. Irytują mnie ludzie. I chyba dlatego nienawidzę szkoły (patrz punkt 1)
6. Denerwuje mnie to, że muszę się uczyć. Bardzo. Bo ja po prostu nie mam na to siły. Na nic nie mam siły. Chciałabym tylko leżeć, czytać, pisać albo oglądać filmiki na yt. No i jeść. I spać. Idealnie <3
7. Irytuje mnie to, że ostatnio ciągle boli mnie brzuch.
8. Mam dość tego, że się nie wysypiam.
9. Brakuje mi celu w życiu, a moja pasja ostatnio kuleje i w ogóle straciłam wiarę, że to wszystko, co sobie założyłam mi się uda.
10. Jestem sfrustrowana moim nikłym zmotywowaniem i brakiem chęci do czegokolwiek.



Okej. Więc tak prezentuje się dekalog z najprawdziwszymi problemami codzienności. Marzy mi się teraz jakaś ciepła woda, piaseczek, dobre jedzonko, ładne widoki, wolny czas i święty spokój. Zamiast tego mam szarą rzeczywistość. Jak każdy.
Tylko, że nie każdy jest kobietą w najgorszej fazie cyklu menstruacyjnego, kiedy to raz jest nagły napad śmiechu, który po chwili ustępuje atakowi płaczu, no bo przecież życie jest takie beznadziejne :')

*obrazki pochodzą ze strony weheartit.com

Keep calm and love lemurs 

środa, 31 grudnia 2014

goodbye my 2014

Gdzieś między przygotowaniem sałatek, a zafarbowaniem włosów i zrobienia z siebie względnie ogarniętej dziewczyny znalazłam chwilę, by powspominać miniony rok. Miniony, gdyż zostało zaledwie sześć godzin. 
Gdy stawiam przed sobą trudne pytanie: "Czy ten rok był dla Ciebie dobry?" na usta ciśnie mi się odpowiedź... tak, był. Mimo wielu ciężkich sytuacji, niepowodzeń i licznych przeciwności mogę z dumą podnieść głowę i krzyknąć: "Dałam sobie kurde radę!". I jestem naprawdę szczęśliwa z tego powodu. Zaakceptowałam niektóre sprawy, zupełnie niezależne ode mnie. Nauczyłam się, że nie warto walczyć z wiatrakami i że ludzie, którzy uprzykrzają Twoje życie już zawsze będą tymi samymi ludźmi. Ale Ty masz szansę się jeszcze zmienić i pokazać im, że wciąż masz uśmiech na twarzy. Tak, pod tym względem '14 była dużo lepsza od '13.
 Dołączył do nas nowy członek rodziny, który potrafi być okropnie nieznośny, ale też daje nam masę radości. Punia to taka mała, kochana przytulanka.
Sporo straciłam, ale strata nie jest zależna od czasu czy roku. Obecna w naszym życiu da o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie. 
Te trzysta sześćdziesiąt pięć dni upłynęło mi pod hasłem: AKCEPTACJA. Nigdy nie sądziłam, że taki stan ducha ułatwia tak wiele rzeczy ;)) Chyba nie mogłam lepiej przeżyć siedemnastego roku życia. Fajnie być taką siedemnastką. 
Spełniłam wiele marzeń w tym roku, nawiązałam nowe znajomości, brałam udział w niesamowitych koncertach, polubiłam samą siebie i jeszcze bardziej się zakochałam :)
Bilansując zyski i straty  dochodzę do wniosku, że to był dobry rok. 
Jednak mimo wszystko od jakiegoś czasu każdy rok jest na swój sposób udany. Udany w tej jednej, chyba najważniejszej dziedzinie życia wciąż jest dobrze. I mam nadzieję, że każde kolejne dwanaście miesięcy takie będzie.


I nie mam póki co żadnych konkretnych postanowień na 2015r. Chcę tylko zdać prawo jazdy, zrobić sobie tatuaż, spełnić kolejne marzenia i być szczęśliwa :) 
Wszystkiego dobrego w 2015!

Keep calm and love lemurs <3

P.S. To już ostatnie głupawe zdjęcie w tym roku. Łezka się w oku kręci :')) 

niedziela, 14 grudnia 2014

drugi codzienny makijaż lemura

Chyba muszę przestać składać deklaracje, których nie jestem w stanie spełnić. Bo obecnie naprawdę nie wywiążę się z obietnicy trzech postów w tygodniu. Zresztą, komu by się chciało czytać to tak często. Póki co wpisy będą raz w tygodniu, może częściej. Zależne to będzie od mojego czasu. 
A ostatnio jest go coraz mniej i czuję się coraz bardziej przemęczona. Chyba dopadła mnie zimowa depresja, albo nie wiem co. Ale jest to coś strasznego.
I czasem mi smutno, chociaż wcale nie powinno mi tak być. A może powinno? Przecież nie można być ciągle szczęśliwym. Ostatnio optymizm chyba za często pukał do mych drzwi. Ale był fajny i zaraźliwy. Mógłby wrócić. Wierzę, że wróci. Kiedyś na pewno.
Jeszcze pięć strasznych dni i odpocznę. Nadrobię zaległości we wszystkim, spędzę czas z bliskimi, zrelaksuję się. Może nawet złapie ciut więcej oddechu niż dotychczas. Bo póki co czuję się jakbym tylko na moment wynurzała się z wody zwanej prozą życia. Ale już niedługo. Jeszcze tylko trochę. 
Tęsknię, kocham, marzę, rozmyślam, stale się uczę i marudzę. 
I żyję. Mimo wszystko najlepiej jak potrafię. 

A dziś. Dziś jest niedziela. Dość mam tygodniowego paszczurzenia, dlatego postanowiłam zrobić sobie banalny makijaż. Oto i on :)
W sumie jest ze mną od kilku dobrych dni...

 
Kosmetyki, których użyłam :) 
standardowo paletka ze Sleeka i MUA, mój ulubiony tusz, trzy pędzelki, korektor z Collection, puder Manhattan, eyeliner z Eveline, szminka z Rimmela 330 i Maybelline Color Tattoo 45 - Infinite White


1.


Nakładam palcem cień w kremie i zaznaczam łuk brwiowy cieniem ze Sleeka


 

Następnie podkreślam dolną powiekę ciemniejszym cieniem :)


I rozświetlam wewnętrzny kącik kremowym cieniem :)

2.
Później maluję prostą kreskę eyelinerem :)

3.
Tuszuję rzęsy i oko jest gotowe :)

4. 
 
 
Podkreślam brwi cieniem z MUA.

 5.

Zakrywam niedoskonałości i cienie pod oczami i utrwalam wszystko pudrem :)

6. 
Maluję jeszcze usta...


I gotowe! :)


Ostatnio strasznie spodobały mi się takie kreski. Wcześniej malowałam sobie wywinięte, ale chyba się przestawię... Oko wygląda w nich naprawdę ładnie. 

Keep calm and love lemurs <3
*especially one

poniedziałek, 8 grudnia 2014

kruche renifery

Na wstępie chciałam przeprosić za niedotrzymanie terminów :c
Byłam i, w sumie nadal, jestem chora... Dlatego też zostałam dzisiaj w domu i nie pojechałam do szkoły <3 Bardzo chciałam dodać już coś na bloga, ale nie bardzo miałam pomysł co by to mogło być... W pewnym momencie dokonałam prostego dodawania: wolny czas + wolny dom = wypieki!
Znalazłam na jednym z moich ulubionych blogów mojewypieki.com przepis na "Waniliowe kruche ciasteczka z Rudolfem". Świątecznie, smacznie i na wesoło :) zabrałam się więc do roboty :)


Moje ciastka wyglądają nieco inaczej (co nikogo nie powinno dziwić, gdyż nie jestem master of cooking ;)), ale są podejrzewam tak samo pyszne jak oryginalne :)

 potrzebne składniki 

 ja dałam 150g cukru pudru (mniej niż w oryginale) oraz ciut mniej masła i mąki :) Nie wiem dokładnie ile, robiłam na oko :D

 Siekam wszystko łyżką

I zagniatam, fuj...

 Zawijam ciasto w folię aluminiową

 I srebrny kamień wkładam na ponad pół godziny do lodówki

Następnie rozwałkowuje i wykrawam okrągłe kształty za pomocą szklanki :)

 Do piekarnika na 12 minut w temperaturze 180 stopni (tak jak w przepisie)

Czekam chwilę aż wystygną :)

 Roztapiam czekoladę z odrobiną mleka 

 Robię noski

 Oczka

I rogi :)

Gotowe :)

Teraz w całym domu pachnie wanilią <3 Cudownie. Naprawdę. Nie mogę się doczekać reakcji reszty domowników :) Święta coraz bliżej!

Keep calm and love lemurs <3