Właśnie otworzyłam okienko "nowy post" i już wiem, że popełniłam błąd.
Dlaczego?
Bo dzisiaj jest TEN DZIEŃ kiedy nie pasuje mi absolutnie nic. Na pewno niekiedy bądź często zdarzają Wam się momenty, w których pesymizm zdecydowanie wygrywa. No i ja się właśnie tak teraz czuje. W mojej głowie piętrzy się stos negatywnych przymiotników, które tylko mnie dołują. I może gdybym ruszyła tyłek z kanapy i zrobiła coś produktywnego zamiast siedzenia i gapienia się w ścianę (tak, nawet taki stan zdarza mi się osiągnąć) to może byłabym z siebie i z życia bardziej zadowolona. Póki co mam wrażenie, że się marnuję. A zwłaszcza przepuszczam przez palce czas. Ostatnio nie potrafię zmusić się do niczego konkretnego.
Może powinnam jakoś podsumować to wszystko, by dać w końcu upust moim frustracjom?
1. Nienawidzę szkoły. Serio. Nienawidzę. To jest dla mnie straszna kara. I podejrzewam, że niezależnie czy to było gimnazjum czy jak teraz liceum czy w przyszłości studia mój stosunek będzie taki sam. Nie-na-wi-dzę.
2. Szkoła, a co za tym idzie wczesne wstawanie. I tracenie dziennie dwóch godzin przez to, że mieszkam na zadupiu. A jeśli mowa już o dojazdach - nienawidzę autobusów.
3. Jestem zbyt zmęczona, by zrobić cokolwiek.
4. Dołuje mnie to, że nie mogę po prostu posiedzieć w domu, tylko muszę gdzieś wychodzić.
5. Irytują mnie ludzie. I chyba dlatego nienawidzę szkoły (patrz punkt 1)
6. Denerwuje mnie to, że muszę się uczyć. Bardzo. Bo ja po prostu nie mam na to siły. Na nic nie mam siły. Chciałabym tylko leżeć, czytać, pisać albo oglądać filmiki na yt. No i jeść. I spać. Idealnie <3
7. Irytuje mnie to, że ostatnio ciągle boli mnie brzuch.
8. Mam dość tego, że się nie wysypiam.
9. Brakuje mi celu w życiu, a moja pasja ostatnio kuleje i w ogóle straciłam wiarę, że to wszystko, co sobie założyłam mi się uda.
10. Jestem sfrustrowana moim nikłym zmotywowaniem i brakiem chęci do czegokolwiek.
Okej. Więc tak prezentuje się dekalog z najprawdziwszymi problemami codzienności. Marzy mi się teraz jakaś ciepła woda, piaseczek, dobre jedzonko, ładne widoki, wolny czas i święty spokój. Zamiast tego mam szarą rzeczywistość. Jak każdy.
Tylko, że nie każdy jest kobietą w najgorszej fazie cyklu menstruacyjnego, kiedy to raz jest nagły napad śmiechu, który po chwili ustępuje atakowi płaczu, no bo przecież życie jest takie beznadziejne :')
*obrazki pochodzą ze strony weheartit.com
Keep calm and love lemurs



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz