środa, 8 lipca 2015

8th of July

Dzisiaj, gdy spojrzałam na datę to się przeraziłam. Jak to jest już ósmy lipiec? No jak? Gdzie się podziały jego wcześniejsze dni? W takim tempie te wakacje zaraz miną. Wystraszyłam się, naprawdę, nie na żarty. Stwierdziłam, że trzeba się jeszcze bardziej skupić na odpoczynku i robieniu rzeczy, które sprawiają nam przyjemność. Dlatego od rana nic tylko się relaksuje i jestem z tego dumna :) 
Postanowiłam też w tym tygodniu uporać się z zakupami do szkoły. Najlepiej mieć to szybko z głowy, zamknąć książki w szafce i wyjąć je dopiero drugiego czy tam trzeciego września. W tym roku zastosuję szkolny minimalizm - kupić to, co NAPRAWDĘ jest niezbędne. Dobra, dość tego przykrego tematu.
Może do sedna. Post jest o mojej wakacyjnej, porannej rutynie. Takiej, kiedy siedzę w domu, nic nie robię i mogę się w spokoju "wyszykować'. Nigdy to tak nie wygląda w okresie, kiedy budzik dzwoni o szóstej dwadzieścia, więc tym bardziej doceniam takie dni jak ten. 

Takie piękne niebo mnie dziś przywitało <3

Bo nie ma nic lepszego niż kawa w południe, inspirujące blogi no i oczywiście coś słodkiego ;)
P.S. kubek z Pitagorasem zakupiony, by wspomóc mnie przy przygotowaniach do matury z matmy. Teraz nie wygląda jeszcze tak strasznie ;)

Niezbędne trio. Bardzo fajne kosmetyki. Pianka myjąca twarz, tonik i lekki krem nawilżający, idealny pod makijaż :)
 Polecam, lemur.

 Czym by się tu dziś pomalować? 

Codzienny niezbędnik. Dziś wersja wzbogacona o eyeliner. 
+ tak jest, nie używam podkładu, ani kremu BB. Im mniej - tym lepiej :)

Ale jak to się kończą? :(

Zestaw na dziś. Wciąż nie wiem czy jest ciepło, czy zimno. Wieje, więc rękaw 3/4 i długie spodnie. No i obowiązkowo zegarek od ukochanego. Trafił w dziesiątkę :)

No i ja. Patrzcie jak mi włosy urosły! Jaram się, bo dawno nie zapuściłam ich do takiej długości :D


Post dość krótki, ale wyszło na to, że moja poranna, wakacyjna rutyna trwała prawie pięć godzin! Po co się spieszyć w wakacje? No komu by się chciało? Nikomu :)

Keep calm and love lemurs <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz