Ależ dzisiaj miałam kiepski dzień. Ze względu na samopoczucie przede wszystkim. No bo jak można się czuć, kiedy od czterech dni pada deszcz...? Dzisiaj choć na chwilkę wyglądało słońce, ale dla lemurka z Madagaskaru to wciąż za mało. Nigdy wcześniej aż tak rozpaczliwie nie potrzebowałam słonka :c
Och, doba powinna mieć przynajmniej 26 godzin. Nie mogę się wyrobić w tych marnych dwudziestu czterech godzinach... Czy tylko ja mam ten problem? Jest tyle rzeczy do zrobienia... Szkoda, że czasem potrafię przesiedzieć godzinę gapiąc się w komputer. Niedobry lemur. Można by ten czas spożytkować przecież w inny sposób, np. czytając książki. Tak bardzo zaniedbałam mój rozwój intelektualny, że mój mózg czasem pobolewa. Szczególnie, gdy robi poważne błędy ortograficzne... Ale to pomińmy, to w zasadzie nieważne... (tak, tłumacz tak sobie). Aż chciałoby się zadać pytanie: Taki z ciebie humanista? No właśnie. Wstyd mi troszkę, nie powiem, że nie. Dwudziesty pierwszy wiek dostarczył nam wspaniały pretekst dla obniżania naszej inteligencji - Internet. Zbawienie, a zarazem przekleństwo. A może to tylko ja stale przeholowuje w złą stronę? Za dużo czasu tracę na głupotki z nim związane. Ale jakoś tak nie mogę się zmusić do wzięcia książki w łapkę. Przeglądanie fejsa jest dużo mniej obciążające umysłowo... A szkoła tak wykańcza... Staczam się, w moim mniemaniu, jako człowiek... Muszę w końcu zadbać o swój mózg (głaszcze mózg).
Skoro już jesteśmy przy czytaniu... Odrabianie lekcji może człowieka wyprowadzić z równowagi. Tym razem zeszyt poleciał na drugi koniec pokoju przy okazji zadania z polskiego. Polski, niby przedmiot, który przychodzi mi dość łatwo. W gruncie rzeczy tak właśnie jest. Dziś niestety, niejaki Wacław Potocki i jego zawiły wiersz "Zbytki polskie" zmusił mnie do refleksji na temat przerabianych utworów. Będąc w pierwszej klasie liceum doszłam do wniosku, że większość przerabianych lektur, poematów i tym podobnych, do mnie nie przemówiło. Prawdopodobnie do reszty biednych uczniów także. Wszystko takie odległe, zawiłe, skomplikowane. Na palcach jednej ręki można by wyliczyć dzieła, które przypadły mi do gustu. I nie, wcale nie jestem wybredna. Po prostu nie będę doceniać czegoś, co jest mocno przeciętne. Dlaczego w niektórych epokach dużo łatwiej było się wybić, a w innych należało stworzyć niemalże epopeję narodową? I naprawdę, we współczesnym świecie jest mnóstwo książek, które śmiało mogłyby zastąpić te nudne, spasłe, nadęte lektury. Mówią w końcu o tych samych wartościach, przekonaniach. Pokazują patriotyzm i takie tam. Uczniowie i tak tych lektur nie czytają. Jaki więc jest ich sens?
Z drugiej jednak strony szkoda by było pracy takiego Mickiewicza czy Szekspira (o ile on w ogóle istniał...). Prawdopodobnie każdy pisarz czy poeta chce żeby jego dzieła zostały docenione. Tylko czasem za chiny nie można się rozeznać o co mu chodziło. Taki już chyba przywilej artysty... A Ty, biedny uczniu, męcz się sam.
Cóż za pełna frustracji dygresja. Lubię analizować wiersze, żeby nie było! Poezja jest super. Tak samo jak książki. Sprawa komplikuje się, kiedy ciąży nad tobą presja uzyskanej za tą interpretację oceny. No wtedy jest problem. Ale przecież życie jest pełne wielkich, zwalistych kłód rzucanych nam pod nogi. Moją dzisiejszą kłodą okazał się pan Potocki. Ale spokojnie, sprytny lemur i z tym wyzwaniem sobie poradził. Rozszyfrowałam pana, panie Wacławie!
No i znów prawie 23. Znów się nie wyśpię. Chyba powinnam się pomału przyzwyczajać. Sen jest dla słabych! Szkoda, że łóżko rano jakoś tak za wygodne...
Przyjemna piosenka. Chyba znalazłam kolejny fajny zespół. Trzeba będzie przesłuchać więcej utworów. Może w końcu na muzyczną pustynię spadł deszcz? Nawet w postaci jednej, małej kropelki ;) Przemycam też trochę słoneczka, ku pokrzepieniu zasmuconych dusz :)
P.S. Pisząc tego posta moja lampka na biurku wyzionęła ducha. Tyle lat mi dzielnie służyła, tyle nocy ze mną nie przespała... Będę tęsknić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz