Spodobało mi się to blogowanie, nawet bardzo. Wkręciłam się, wciągnęłam, połknęłam bakcyla... określajcie jak chcecie :) W specjalnym kołowym notatniku wpisuje kolejne pomysły na posty, a w kalendarz daty ich publikacji. Harmonogram jest następujący: wtorek, czwartek i sobota to dni, kiedy będą się ukazywały posty. Szczęśliwi? Bo ja bardzo. Mam nadzieję, że nie będziecie mieli dość lemura ;)
Lubię takie dni jak ten. Pomimo kiepskiego samopoczucia i nauki na historię jest całkiem fajnie. Planuję sobie prezenty na święta. Mikołajki już mam z głowy. Muszę tylko zapakować podarki dla najbliższych. Pogoda zrobiła się iście grudniowa. Wieje tak, jakby miało urwać głowę. Czyżby znów jakiś orkan? Ksawery, to ty?
Ale wracając do listopada... Zaliczyłam w tym miesiącu dwa baardzo udane koncerty. W tym samym klubie - Kawon. Pierwszym z nich był koncert Comy 7 listopada. Wspominam z rozrzewnieniem, choć nie spełnili mojego marzenia o usłyszeniu "Ostrość na nieskończoność" na żywo. Cóż... mam pretekst, żeby jechać po raz kolejny. Modlę się, by zdobyli bączka na Woodstock Festival. Chciałoby się przeżyć to jeszcze raz :) A w Zielonej poznałam pana Roguckiego, który okazał się być bardzo sympatycznym i pozytywnie dziwnym człowiekiem. Nie zdziwiło mnie to jakoś szczególnie :) zebrałam autografy, zrobiłam pamiątkowe fotki i spełniłam marzenia. Fajnie, nie? Uwielbiam spełniać marzenia i zaraz potem wymyślać nowe.
ukochane zdjęcie na wieki <3
Drugim listopadowym koncertem był ten z przed wczoraj. 30 listopada słuchałam jak pięknie Mela Koteluk potrafi śpiewać. Naprawdę. Ogromne wrażenie wywarła na mnie ta dziewczyna. Dziewczyna stąd, z lubuskiego - tym większy powód do dumy i lokalnego patriotyzmu. Koncert absolutnie profesjonalny. Od początku do końca zagrany świetnie. Rozwaliła mnie na łopatki grając na wstępie moją ukochaną piosenkę "Dlaczego Drzewa Nic Nie Mówią". Odśpiewałam całą. Gdy tak sobie nuciłam przyszła mi do głowy pewna osobliwa myśl. Mianowicie po koncertach tak subtelnych wykonawców jak Mela Koteluk nie jestem zmęczona. Racja, nie wyładuję swoich emocji, nie wykrzyczę tego, co mi leży na sercu, ani nie wyżyje się w pogo, jednak... czuję się uspokojona i wyciszona. Miła odmiana :)
Wydarzenie to było dla mnie bardzo ważne. Bilety na ten koncert kupiłam mamie jako prezent urodzinowy. Cieszę się, że wszystko się udało i mamie także się podobało :)
Keep calm and love lemurs <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz